Nie wierzę w szybkie naprawianie ludzi.
Nie wierzę w „pozbądź się problemu w trzech krokach”.
Nie wierzę w duchowość, która omija ciało, i w terapię, która nie dotyka duszy.
Wierzę w proces.
Wierzę w ruch.
Wierzę, że człowiek nie jest problemem do rozwiązania, tylko ma historię do wysłuchania.
Systemowa Terapia Pełni nie powstała w gabinecie ani z podręczników. Powstała z własnych kryzysów, z ciemnych nocy duszy, z relacji, które pękały, z ciała, które wołało o uwagę, z momentów, w których nie dało się już uciec ani w „pozytywne myślenie”, ani w kolejną metodę.
Powstała tam, gdzie kończą się iluzje.
Człowiek nie żyje w próżni
Jesteśmy zanurzeni w systemach.
Rodzinnych. Pokoleniowych. Relacyjnych.
Nosimy w sobie historie, które zaczęły się długo przed naszym urodzeniem.
Powtarzamy wzorce nie dlatego, że jesteśmy „słabi”, ale dlatego, że jesteśmy lojalni.
Lojalni wobec matki.
Wobec ojca.
Wobec przodków, o których nikt już nie pamięta, ale których losy wciąż żyją w ciele.
To, co nieuświadomione – rządzi nami.
To, co uświadomione – oddaje wolność.
Ciało wie wcześniej niż umysł
Zanim coś zrozumiesz – poczujesz.
Zanim nazwiesz – ciało zareaguje.
Zanim zmienisz narrację – układ nerwowy musi poczuć bezpieczeństwo.
Dlatego w tej pracy nie da się „przegadać” wszystkiego.
Czasem trzeba to przeżyć.
Czasem pozwolić, żeby napięcie zeszło.
Czasem zobaczyć, że pancerz, który kiedyś ratował życie, dziś już tylko je ogranicza.
Ciało nie kłamie.
Ciało pamięta.
Ciało prowadzi, jeśli tylko pozwolimy mu dojść do głosu.
Cień nie jest wrogiem
Cień to nie jest coś, co trzeba wyeliminować.
To coś, co chce być zobaczone.
Złość, zazdrość, wstyd, lęk, pożądanie, potrzeba kontroli –
to nie są „błędy systemu”.
To sygnały.
Kiedy przestajemy z nimi walczyć, a zaczynamy je integrować, energia, która była zużywana na tłumienie, wraca do życia.
Do relacji.
Do kreatywności.
Do sprawczości.
Indywiduacja nie jest drogą światła.
Jest drogą całości.
To nie jest terapia dla każdego
I dobrze.
Ta praca nie jest dla tych, którzy chcą, żeby ktoś im powiedział, co mają zrobić.
Nie jest dla tych, którzy szukają jednej prawdy.
Nie jest dla tych, którzy chcą pozostać w roli ofiary albo wiecznie „pracować nad sobą”, nie zmieniając niczego w realnym życiu.
Jest dla tych, którzy czują, że stagnacja boli bardziej niż zmiana.
Dla tych, którzy są gotowi zobaczyć swój udział w tym, co się wydarza.
Dla tych, którzy chcą wziąć odpowiedzialność za własną drogę – nawet jeśli jest niewygodna.
Nie obiecuję cudów
Nie obiecuję, że będzie lekko.
Nie obiecuję, że wszystko się „naprawi”.
Nie obiecuję, że droga będzie prosta.
Obiecuję uczciwość.
Obecność.
Bezpieczną przestrzeń na to, co prawdziwe.
Towarzyszenie w procesie, który i tak chce się wydarzyć.
Reszta…
wydarza się sama, kiedy coś w Tobie wreszcie dostaje zgodę, żeby ruszyć.
Jeśli to, co czytasz, rezonuje – być może jesteś już w drodze.
Jeśli coś w Tobie się buntuje – być może właśnie dotknęliśmy miejsca, które domaga się uwagi.
A jeśli nie – to też jest w porządku.
Wszystko na ten moment jest właściwe.



